|
| << strona główna SERWISU | << wywiady | << Karol Myśliwiec [Egiptologia.pl] Panie Profesorze; na początku pozwolimy sobie zadać pytanie bardzo bezpośrednie. Czy Polska jest liczącym się krajem jeśli chodzi o badania archeologiczne w Egipcie? Czy w badaniach liczą się jeszcze "kraje" czy już przede wszystkim "nazwiska" - wobec mnogości misji międzynarodowych? [Profesor Karol Myśliwiec] Polska należy dziś bez wątpienia do światowej czołówki (obok Francji, Niemiec, Anglii czy USA) w tej dziedzinie, mimo że obecność kilku innych krajów w archeologii Egiptu jest wcześniejsza o prawie sto lat. Liczą się zarówno "kraje" jak "nazwiska". Niekiedy kraj idzie za nazwiskiem i to był właśnie przypadek Polski. Nas wprowadził tam profesor Kazimierz Michałowski (1901-1981), uczony o wyjątkowym autorytecie jako archeolog. W wypadku niektórych krajów, nie mających takiego "nazwiska", liczą się też pieniądze. Przy obecnych, coraz bardziej wyszukanych metodach wykopaliskowych, stają się one coraz ważniejsze. Tym górują nad nami m.in. niektóre "tygrysy" azjatyckie. Ale każdy kij ma dwa końce: obfitość środków finansowych umożliwiła kilkakrotnie wykopaliska, które pod względem metodologicznym i merytorycznym pozostawiały wiele do życzenia (czas przeszły, ponieważ z hukiem i trzaskiem kończyły się one przeważnie równie szybko jak zaczynały; niemniej szkoda, jaką przyniosły, jest nie do odwrócenia). Paradoksalnie, im bardziej świat się integruje, tym bardziej liczy się indywidualny wkład poszczególnych krajów i w tej materii konkurencja jest coraz silniejsza. Wstrzymanie prac (n.p. ze względów finansowych) na okres dłuższy niż jednego roku może się skończyć w niektórych wypadkach utratą koncesji na zawsze.
[K.M.] Uzyskanie tej koncesji było niesłychanie trudne. O wykopaliska na tym terenie "biją się" archeolodzy całego świata. Ułatwiła to nie tylko dobra renoma polskiej archeologii w Egipcie, lecz także przekonanie Egipcjan, że Polska ma świetnych konserwatorów, którzy potrafią właściwie zabezpieczyć odsłaniane obiekty. Nie bez znaczenia był też fakt, że dosłownie nikt, włącznie z najbardziej doświadczonymi badaczami Sakkary, nie spodziewał się odkrycia na tym terenie tak wspaniałych i ciekawych obiektów. Natychmiast po naszych pierwszych odkryciach, w sąsiedztwie zaczęli kopać Anglicy i Japończycy, a koledzy z innych krajów, kiedy odwiedzają nasze wykopaliska, zaczynają przeważnie od pytania, jak daleko sięga nasza koncesja. Konkurencja jest tu silniejsza niż gdziekolwiek indziej w Egipcie. [E.] Zostańmy na razie przy Sakkarze. Niedawno egiptolog, V. Dobrev, odkrył w Sakkarze kolejny grobowiec dostojnika z okresu Starego Państwa - i liczy na "znacznie więcej". Z opublikowanych jak dotąd zdjęć wynika, że jest to odkrycie na miarę "pańskiego" Merefnebefa. Jak Pan sądzi, czy dużo jeszcze grobowców prywatnych lub nawet królewskich (mam tu na myśli na przykład nie zlokalizowany jak dotąd kompleks grobowy Userkara) kryje się pod piaskami Sakkary?
[E.] Pańskie publikacje popularnonaukowe cieszyły się zawsze dużym uznaniem wśród sympatyków egiptologii (ostatnio wznowiono "Święte znaki Egiptu"; "Pan Obydwu Krajów" jest na razie niestety nieosiągalny). Czy ma Pan w planach napisanie i wydanie kolejnej książki przeznaczonej dla tego kręgu odbiorców? [K.M.] Mam mnóstwo planów związanych ze słowem drukowanym na papierze, ale - niestety - zupełny brak czasu na pisanie czegokolwiek innego niż rzeczy "czysto" naukowe, publikowane przeważnie w językach obcych. Co najmniej połowę czasu pożera mi poszukiwanie sponsorów dla naszych wykopalisk w Sakkarze, jako że tylko ok. 20% naszych (bardzo już ograniczonych) kosztów pokrywa dotacja z budżetu państwowego (KBN). Marzy mi się, n.p., napisanie powieści albo sztuki teatralnej osadzonej w scenerii starożytnego Egiptu. Chciałbym, żeby to było zabawne, może nawet trochę podlane "sosem" erotycznym. Ale na to potrzeba dużo luzu umysłowego, którego na razie zupełnie mi brak. Natomiast zdecydowałem już, że na emeryturze (za 10 lat) napiszę książkę o moich przygodach z rzutnikami do przezroczy podczas wykładów na całym świecie, od Tokio do Nowego Jorku. Adrenalina nie mniejsza niż w opowieściach o mafii. Im bardziej oficjalny wykład, tym większa złośliwość "rzeczy martwych". Chętnie bym też przelał kiedyś na papier moje niezwykłe spotkania z ciekawymi ludźmi (ale nie tymi z pierwszych stron gazet - wręcz odwrotnie), najczęściej gdzieś w dżungli, na pustyni albo w pociągu transsyberyjskim. [E.] Z pewnością w ciągu wielu lat Pańskiej pracy miały miejsce zdarzenia zabawne, niezwykłe, zaskakujące, może "niesamowite"... Czy zechciałby się Pan Profesor podzielić taką anegdotą, związaną z Egiptem? [K.M.] To byłby kolejny materiał na książkę. Przygód było bez liku. Pierwsza zaraz po przyjeździe do Egiptu, w roku 1969, kiedy z kolegą architektem (Olkiem Chylakiem) wyszliśmy w Aleksandrii na bulwar nadmorski. W naszej bezgranicznej naiwności rozłożyliśmy plan Aleksandrii i ołówkiem zaczęliśmy coś na nim pokazywać. Zapomnieliśmy, że były to czasy wojny egipsko-izraelskiej, kiedy niemal każdy obcokrajowiec podejrzewany był o szpiegostwo. Natychmiast złapał nas za kołnierze żołnierz, szczęśliwy że może się pochwalić takim "łupem", i zaprowadził do twierdzy wojskowej, gdzie nad naszym planem pochyliła się cała generalicja. Ani nas o nic nie spytano (nie mieliśmy przy sobie paszportów ! - gdyby się o tym dowiedział profesor Michałowski, natychmiast by nas odesłał do Polski) ani o niczym nie informowano. Generałowie wyszli, zostawiając nas sam na sam z najwyższym oficerem, który przez parę godzin kręcił się nerwowo na swoim obrotowym stołku, nie patrząc nam w oczy. W duchu przygotowywaliśmy się na śmierć. Kiedy jednak, po upływie "wieczności", pozwolił nam wyjść do toalety, a następnie poczęstował kawą, zapytałem go po angielsku (arabskiego jeszcze nie znaliśmy), na co czekamy. "Na nic, jak chcecie, możecie sobie pójść". Po prostu nie śmiał nas wyprosić. Ta lekcja egipskiej grzeczności wielokrotnie się nam później przydała. Poprosiliśmy jednak o odwiezienie nas do domu samochodem, by uniknąć kamieni rzucanych przez dzieci, które tylko czekały na gratkę takiego spotkania z "wrogiem". [E.] Serdecznie dziękuję Panu Profesorowi za rozmowę.
Prof.dr hab. Karol Myśliwiec studia archeologii śródziemnomorskiej odbywał na Uniwersytecie Warszawskim pod kierunkiem prof. Kazimierza Michałowskiego. Ukończył je w roku 1967. Pod kierunkiem prof. Michałowskiego pracował od 1969 roku na wykopaliskach w Egipcie (Aleksandria, Deir el-Bahari) i Syrii (Palmyra). Brał także udział w wykopaliskach niemieckich w świątyni faraona Seti I w Gurna (Teby Zachodnie) oraz w Minszat Abu Omar (Delta Nilu). Od 1985 do 1995 roku kierował polsko-egipskimi wykopaliskami ratunkowymi w Tell Atrib (Delta Nilu), zaś od 1987 r. kieruje polsko-egipską misją archeologiczną w Sakkarze, po zachodniej stronie piramidy Neczericheta (Dżosera). Od 1982 r. jest dyrektorem Zakładu Archeologii Śródziemnomorskiej Polskiej Akademii Nauk, a od 1992 - kierownikiem Zakładu Archeologii Egiptu Starożytnego w Instytucie Archeologii Uniwersytetu Warszawskiego.Jego dorobek naukowy obejmuje 12 książek, w tym trzy popularno-naukowe w języku polskim, tłumaczone później na języki obce, a także ok. 300 artykułów naukowych i popularnych dotyczących najczęściej archeologii, historii, sztuki i religii Egiptu faraońskiego. Wykładał w kilkudziesięciu krajach świata, od Japonii po Chile, USA i Kanadę. Brał udział w wielu kongresach i sympozjach międzynarodowych. Jest honorowym obywatelem Jasła, członkiem Niemieckiego Instytutu Archeologicznego w Berlinie, Międzynarodowego Stowarzyszenia Egiptologów, a także "Explorers' Club" z siedzibą w Nowym Jorku. Fotografia i tekst w/g strony promocyjnej filmu "Zapomniana nekropola" |