Odnaleziony król. Odkrywanie grobowca Tutanchamona, cz. II

Pan Carter jest młodzieńcem o łagodnym usposobieniu, zainteresowanym wyłącznie malarstwem i historią naturalną;…nie warto, abym go angażował do pracy jako archeologa”.

W.M. Flinders Petrie

Tut-tomb-entrance-Carnarvon-2

Lady Evelyn, córka, Carnarvona, lord Carnarvon, Carter i jego pomocnik przed wejściem do grobowca Tutanchamona. Zdj: http://www.laurelkallenbach.com/lkblog/?p=2630

 

 

Jakże dalece mylił się Petrie. Całe szczęście nie wszyscy podzielali jego zdanie.

Lord Carnarvon w Howardzie Carterze widział nie tylko utalentowanego archeologa, ale także człowieka o pokrewnej duszy. Poza tym propozycja interesu z jaką wystąpił Carter była nie bez znaczenia, tym bardziej że poprzednie doświadczenia z pierwszego samodzielnego sezonu wykopalisk, jakich podjął się Carnarvon nie były dla niego obiecujące. Arystokrata był skłonny prowadzić dalsze badania, ale wydatki z czasem zmusiłyby go do powrotu do domu. Dzięki pomysłowi Howarda Cartera nie było takiej konieczności.

Od samego początku ich wzajemna współpraca koncentrowała się na pracach na terenie nekropolii królewskiej władców Nowego Państwa, chociaż koncesję na przeszukiwanie tego obszaru nadal posiadał Theodore Davis. Wolną rękę Carter i Carnarvon uzyskali dopiero na kilka miesięcy przed śmiercią Davis’a, który zmarł w lutym 1915 roku, rezygnując uprzednio z koncesji. Wreszcie dwa lata później, w roku 1917, Carter mógł rozpocząć prawdziwe poszukiwania w Dolinie Królów. Celem był jeden grobowiec, miejsce wiecznego spoczynku Tutanchamona.

Przerzucono tony wapiennego rumoszu. Znalezisk było niewiele i z ledwością wystarczyły na zwrot poniesionych kosztów, jakie poczynił lord Carnarvon. Frustracja rosła z dnia nadzień, aby wreszcie pod koniec sezonu 1921-1922, osiągnąć apogeum. Lord Carnarvon podjął trudną, ale jego zdaniem jedyną słuszną decyzję o zakończeniu prac. Carnarvon musiał z niechęcią przyznać rację Davis’owi, że Dolina Królów została już dogłębnie spenetrowana. Wszystko wskazywało na to, że zarówno on, jak i Howard Carter ulegli marzeniom i mrzonkom.

Archeolog został wezwany do posiadłości Carnarvona – Highclere. Przeczuwał w jakim celu został tam zaproszony, dlatego postanowił zaapelować do sportowego ducha lorda. Poza tym obiecał, że kolejny, ostatni sezon sfinansuje z własnej kieszeni, zaś w razie odkrycia to Carnavon stałby się właścicielem przedmiotów, jako posiadacz koncesji. Po wpływem przedstawionej propozycji, Carnavon zgodził się na ostatni sezon poszukiwań.

Prace wznowiono 1 listopada 1922 roku. Najpewniej zaczynali w ponurych nastrojach, które poprawiły się już po trzech kolejnych dniach, kiedy to oczom pracujących ukazała się górna partia schodów. Przez następne godziny odkopano dwanaście stopni oraz część otynkowanej ściany, pokrytej niewyraźnymi pieczęciami. Howard Carter włożył wiele sił, aby odczytać odciski pieczęci. Niestety bez rezultatu. Nie mając pewności, do kogo należy grobowiec, z ciężkim sercem, zasypał schody i nadał telegram do lorda Carnarvona, który przybył do Egiptu w towarzystwie córki, dwa tygodnie później.

24 listopada 1922 roku wznowiono przerwane prace. Dwa dni później, kiedy korytarz był pusty, odkrywcom ukazały się otynkowane i opieczętowane „drzwi”. W lewym górnym rogu dało się zauważyć pieczęcie wskazujące na ponowne zamknięcie grobowca. Carter i Carnarvon nie mogli mieć pewności, czego można się spodziewać. Czy grobowiec jest cały? A może już w starożytności został splądrowany? Nie czekając dłużej na odpowiedź, Carter wybił niewielką dziurę i przystawiając do niej świecę, zajrzał do środka.

„Początkowo nie widziałem niczego. Gorące powietrze uciekające z komory powodowało migotanie płomienia świecy, ale potem, moje oczy przywykły do tego światłą, z mroku powoli wyłoniły się fragmenty pomieszczenia, niezwykłe zwierzęta, posągi i złoto – wszędzie lśnienie złota”.

Mały otwór natychmiast powiększono. Do środka, do westybulu, weszli oprócz Cartera, lord Carnarvon i jego córka Evelyn. Ostrożnie przechadzali się pomiędzy stosami skarbów. Dziś możemy sobie tylko wyobrazić, co czuli i o czym wówczas myśleli. Pełni entuzjazmu wrócili do domu Howarda Cartera i udali się na krótki, niespokojny odpoczynek.

Następnego dnia spenetrowano grobowiec. Zainstalowano światło elektryczne, które jeszcze bardziej uwypukliło niezwykłość złożonych w nim rzeczy.

W zachodniej części znajdowało się wejście do kolejnego pomieszczenia – aneksu. Naprzeciw ściany północnej westybulu widoczne były ślady, świadczące o wejściu do następnej komnaty, którą wypełniała ogromna złota kaplica. Za nią zaś, dało się zauważyć jeszcze jedno, czwarte pomieszczenie.

„Mam Tutanchamona (to jest pewne) i wierzę…nienaruszonego”.

Victoria Gische

Źródło: N.Reeves, Tutanchamon. Król, grobowiec, skarb królewski, Warszawa 1998