Je suis le peuple – nieco inne spojrzenie na egipską rewolucję

MV5BNGI5ZDk5ZTgtMTFjZS00YTcyLTg3YmEtNmI4OWYwZDBmNmE5XkEyXkFqcGdeQXVyNjg0NTUxMjQ@._V1_SY1000_CR0,0,804,1000_AL_W egipskich kinach można właśnie oglądać debiutancki film dokumentalny autorstwa francuskiej reżyser Anny Roussillon: „Je suis le peuple / I am the People”. Autorka, urodzona w Libanie, spędziła dzieciństwo w Kairze, co z pewnością znacząco wpłynęło na jej zrozumienie egipskiej kultury i relacji społecznych. Po powrocie do Francji studiowała m.in. filozofię i kulturę arabską. Być może właśnie jej zakorzenienie w świecie arabskim sprawia, że powstało dzieło realistyczne, prawdziwe, obok którego z pewnością nie można przejść obojętnie.

W swoim filmie Anna Roussillon obserwuje życie mieszkańców wsi koło Luksoru w południowym Egipcie. Wraz z głównym bohaterem, Faradżem Abdelwahidem, jego rodziną, przyjaciółmi i sąsiadami, Anna odbywa podróż przez okres rewolucji. Jej kamera rejestruje reakcję zwykłych Egipcjan na wydarzenia, które rozgrywają się w Kairze od stycznia 2011 roku, poprzez rezygnację prezydenta Hosniego Mubaraka, wybory prezydenckie, rządy Mohammada Mursiego, aż do jego usunięcia z urzędu przy pomocy wojska latem 2013.

Główny bohater, Faradż Abdelwahid (z lewej). Źródło: www.der.org

Główny bohater, Faradż Abdelwahid (z lewej). Źródło: www.der.org

Faradż oraz pozostali bohaterowie filmu oglądają serwisy informacyjne, dyskusje specjalistów w studiach telewizyjnych, czytają gazety oraz starają się zrozumieć własną rolę w zachodzących w Egipcie przemianach politycznych. Widzimy toczące się spokojnie, mimo trwającej rewolucji, życie mieszkańców południowego Egiptu, ich codzienne troski i zmartwienia. Komentarze na temat wydarzeń w stolicy są przerywane obrazami ukazującymi ciężką pracę na polu, rosnące ceny, problemy z prądem i walkę o podstawowe zasoby. Film ukazuje rosnącą świadomość polityczną zwykłych Egipcjan, ich nadzieje i obawy związane ze zmianami, satysfakcję z możliwości decydowania o kraju dzięki protestom oraz udziałowi w wyborach. A następnie zawód, że eksperyment się nie powiódł i konstatację, że demokracja w Egipcie nie jest tym samym, co demokracja w Europie. A codzienne życie niesie problemy, z którymi trzeba się mierzyć niezależnie od tego, kto urzęduje w Kairze.

 

NMD