egiptologia.prv.pl  baner 
  strona głównalinkowniaPortal serwisu napisz do mnie 

Dzieje polskiej egiptologii

History of Polish Egyptology (summary - click here)

Wiek XIX.
Przełom wieków wyznacza umowny początek poznawania dziedzictwa starożytnego Egiptu metodami naukowymi, przy pomocy nowej gałęzi wiedzy, nazwanej egiptologią. W tym kontekście określanie "egiptologią" badań dokonywanych wcześniej, w zasadzie zgodnie uważane jest za nieuprawnione. Nie ma natomiast zgodności co do sprecyzowania daty; wskazywany jest rok 1798, a więc sama militarna wyprawa Napoleona; rok następny, w którym oficer Pierre Bouchard odkrył podczas prac ziemnych przy budowie fortu Julien niedaleko Rosetty blok kamienny, zawierający trójjęzyczny dekret Ptolemeusza V, czy też wydarzenia o bardziej naukowym charakterze; wydanie Voyage dans la Basse et la Haute Egypte Dominique Vivant Denona (1802), która to książka była nota bene wznawiana w ciągu kolejnej dekady czterdziestokrotnie (!); rozpoczęcie wydawania w 1809 Description de l'Egypte, monumentalnego dzieła w dziewięciu tomach tekstu i jedenastu woluminach plansz (definitywne skompletowanie wydawnictwa nastąpiło dopiero w 1822 roku), czy w końcu wydanie, w tymże 1822 roku, niepozornej broszurki J.F.Champolliona Lettre a M.Dacier, stanowiącej prawdziwy przełom w dziejach odczytywania hieroglifów, by wymienić najważniejsze tylko propozycje. Można jednak uogólnić powyższe wątpliwości wskazując, iż wszystkie wymienione fakty są bezpośrednim następstwem kluczowego wydarzenia: egipskiej akcji wojskowej Napoleona Bonaparte. Zgodziwszy się z tym faktem wielu badaczy formułuje jednak swą myśl w taki mniej więcej sposób: "Wódz Francuzów nieświadomie przyczynił się do położenia podwalin pod nowoczesny Egipt i naukę egiptologii"; trudno wszakże nie zauważyć, iż decyzja zabrania na ekspedycję o charakterze bądź co bądź militarnym grupy uczonych (delegatów "Komisji Nauki i Sztuki"), była raczej bezprecedensowa, i jakże mało charakterystyczna dla czegoś, co zwykliśmy pogardliwie nazywać "umysłowością wojskową". Także i prości żołnierze przyjaźnie ustosunkowali się do tej gromadki, nazywając ją natychmiast dość swojsko i bezpośrednio... - "osłami".
Wydaje się, że spośród garstki Polaków towarzyszących Wodzowi, jedynie wspomniany już Józef Sułkowski wykazał poważniejsze zainteresowanie zabytkami staroegipskimi; z tego wszakże kręgu pochodzi jeszcze jedno niezwykłe świadectwo - pamiętnik innego uczestnika napoleońskiej epopei, pułkownika Józefa Korczaka Szumlańskiego. [...] starałem się odnieść korzyści nietylko z wypoczynku, ale i zwiedzenia sławnych starożytności - pisze Szumlański, i żałować należy iż jego pamiętnik jest tak krótki. Z (wydanych wszakże dopiero w 1842 roku) zapisków dowiadujemy się bowiem nie tylko o przebiegu kilku bitew (w tym słynnej "pod Piramidami" 27 lipca 1798), ale także poznajemy barwną relację z wyprawy wraz z grupą sawantów do piramid w Gizeh, zwieńczoną zdobyciem szczytu największej z nich; [...] Z tamtąd poszliśmy oglądać Sphinxa, którego srogi łeb i szyja mają 26 stóp wysokości, lecz korpus zupełnie jest w piasku zagrzebany. Nakoniec zwiedziliśmy mnóstwo grobów w skale wykutych, z których kilka ozdabiają piękne rzeźby.
Niezależnie jednak od wyniku sporów o precyzyjną datę fundacji egiptologii, początek dziewiętnastego stulecia rozpoczyna masowe zainteresowanie Egiptem; pojawia się nawet zjawisko zwane przez badaczy "egiptomanią". Odkrycie dla szerokiej świadomości europejskiej egipskiej sztuki, architektury, zdobnictwa daje natchnienie artystom, budowniczym i rzemieślnikom, którzy odkrywają nowe i niemal niewyczerpane źródło inspiracji. Szerokim strumieniem zaczynają płynąć też do Europy staroegipskie zabytki.
Uprzywilejowanie Francji w dziedzinie archeologii Egiptu ugruntował fakt uzyskania prawa wykopalisk na terenie całego kraju przez konsula francuskiego w Kairze Bernardina Drovettiego, przyjaciela ówczesnego zarządcy Egiptu, Mehmeta Alego. Później August Mariette (1821-1881) zostaje mianowany nadzorcą wszystkich wykopalisk prowadzonych w obrębie Egiptu, a nastepnie dyrektorem Muzeum w Bulak, czyli obecnego Muzeum Egipskiego w Kairze (od 1886 funkcje tę objął Gaston Maspero); Mehmet Ali wydał 15 sierpnia 1835 roku ustawę zabraniającą wywozu obiektów sztuki starożytnej z Egiptu bez zezwolenia rządu, ale, de facto, zarzucano niejednokrotnie faworyzowanie francuskich środowisk naukowych. Egipt był zresztą terenem ścierania się wpływów angielsko-francuskich, wzmożonych jeszcze późniejszym konfliktem o Kanał Sueski. Jednocześnie inne kraje usiłowały pozyskać w Egipcie wpływy, zakładając liczne misje konsularne (Rosja, Austria); wcale niepoślednim zadaniem tych placówek było prowadzenie wykopalisk i nabywanie zabytków do swoich muzeów. Rys.4. winieta Papirusu SękowskiegoWzbogacanie polskich zbiorów o przedmioty egipskie miało jednak zasadniczo inne tempo aniżeli w krajach zachodnioeuropejskich. Dla Anglii, Francji czy Włoch ogałacanie Egiptu ze starożytności przybrało nowe, "naukowe" uzasadnienie; myliłby się jednak ten, kto sądziłby iż metodologia badań podległa błyskawicznej, korzystnej dla zabytków ewolucji. "Wykopaliska" Drovettiego czy słynnego Giovanni Battisty Belzoniego niewiele różniły się od zwykłego rabunku, może jedynie pozyskane tą drogą obiekty trafiały już więcej do (nowocześniej rozumianych) muzeów, aniżeli jedynie do prywatnych gabinetów osobliwości. Niemniej brak jakiegokolwiek szacunku, a nawet przypadki niszczenia zabytków o "niewielkiej" wartości estetycznej, były na porządku dziennym i, wydaje się, nie budziły szczególniejszego sprzeciwu.
Siłą rzeczy Polacy nie brali udziału w tej fazie eksploracji doliny Nilu; niemniej pierwsze ważniejsze zabytki w polskich zbiorach pochodzą z owych barwnych czasów narodzin egiptologii. Takim niezwykłym przedmiotem jest przechowywany dziś w kolekcji Uniwersytetu Jagiellońskiego trzy- i półmetrowej długości zwój Księgi Umarłych, zwany "Papirusem Sękowskiego". Józef Sękowski (1800-1858), zrusyfikowany zresztą później orientalista (uwieczniony przez Mikołaja Gogola jako "Baron Brambeus"), starszy kolega Adama Mickiewicza i absolwent Uniwersytetu Wileńskiego, znalazł się w niezbyt licznym gronie Polaków odwiedzających w pierwszych dekadach zeszłego stulecia Egipt i dolinę Nilu. Wyprawa jego, odbyta w 1821, a opisana w wydanych rok później Wyiątkach z opisu podróży w Nubii i wyższey Etyopii, dotyczy głównie (bo prawie na pewno znamy tylko część relacji) obszarów na południe od wyspy File; treść tego niewielkiego, etnograficzno-geograficznego pamiętnika we fragmentach jedynie odnosi się do obserwacji zabytków starożytnych (zwiedzanie małych świątyń nubijskich w Dabod, Kalabsza, Dendur). Większe znaczenie ma opisany fakt zwiedzenia przez Sękowskiego świątyni Ramzesa II w Abu Simbel, poprzedzony koniecznym odkopaniem jej spod zwałów naniesionego wiatrem pustynnego piasku; istotne jest bowiem iż została ona odkryta dla Europy zaledwie dziewięć lat wcześniej (Burckhardt), a jej pionierski opis dokonany został przez Belzoniego cztery lata przed wyprawą Sękowskiego. Ale w dziejach polskiej egiptologii jego nazwisko związane jest z przywiezionym z wyprawy i podarowanym w 1826 roku Uniwersytetowi Jagiellońskiemu papirusem. Ten znakomicie zachowany zabytek (przez wiele lat nieeksponowany i, jak się zdaje, niemal zapomniany przez polską egiptologię), stanowi dziś ozdobę krakowskich zbiorów. Niemniej jednak dziewiętnaste stulecie, w właściwie "kolekcjonerska egiptologia", zwłaszcza drugiej połowy zeszłego wieku stanęła w Polsce pod znakiem dwu innych wybitnych osobowości; arystokratów i miłośników starożytnej sztuki - hrabiego Michała Tyszkiewicza (1828-1897) i księcia Władysława Czartoryskiego (1828-1894).
Rys.6. Hrabia Michał Tyszkiewicz"Gdyby jego zbiory nie zostały rozproszone, żaden kolekcjoner nie mógłby się z nim równać; ani rzymscy kardynałowie, ani milionerzy naszego stulecia". Tak pisał o Michale Tyszkiewiczu W.Froehner we wstępie do katalogu aukcji starożytnych dzieł sztuki, która odbyła się w Paryżu, w czerwcu 1897, rok po jego śmierci. A dodać należy, że owo rozproszenie zbiorów nie było wcale pierwszym uszczupleniem tej niepowszedniej kolekcji; już wiosną 1861 roku, po powrocie ze swej egipskiej wyprawy rozpakował "znaczną liczbę skrzyń wypełnionych starożytnościami" w towarzystwie ekspertów Luwru, którzy niezwłocznie zaproponowali zakup przywiezionych zabytków. Hrabia Tyszkiewicz z prawdziwie magnackim gestem ofiarował zbiory w darze. Czyżby więc ominęła nasz kraj szansa posiadania jednej z najwspanialszych kolekcji egiptologicznych na świecie? To kwestia sporna; niemniej natychmiast po tym wydarzeniu odezwały się głosy krytyki ze strony członków Wileńskiej Komisji Archeologicznej i Muzeum Starożytności. Hrabia Michał zripostował stwierdzeniem iż: "owe wykopaliska egipskie na Litwie stałyby się tylko przedmiotem niezwyczajnym i ciekawym, podczas gdy w Luwrze przyniosły przysługę nauce". Nie znamy dokładnej liczby egipskich zabytków związanych z Tyszkiewiczem; wydaje się jednak iż nie przekraczała tysiąca obiektów i znaczniejsza ich część (a przynajmniej niemała ilość) trafiła jednak do kraju i różnymi kolejami losu zawędrowała do zbiorów warszawskich oraz litewskich (Wilno i Kowno). Staroegipskie zabytki z "tyszkiewiczowską proweniencją" możemy obecnie odnaleźć w muzeach Paryża, Londynu, Kopenhagi, Bostonu i Rzymu. Nie wolno wszakże absolutnie potępiać niechęci hrabiego Tyszkiewicza do przekazywania swoich zbiorów muzeom krajowym na obszarze zaboru rosyjskiego. Świadom sytuacji politycznej (represje po upadku Powstania Styczniowego) obawiał się "reorganizacji" i "zabezpieczeń", czyli szyldów pod którymi władze rosyjskie po prostu rabowały kolekcje muzealne przewożąc je do Petersburga czy Moskwy.
Trudno nazywać hrabiego Michała "egiptologiem"; nie sposób jednak określić go również jako zwyczajnego, nawet pomijając jego zamożność i wpływy (już samo uzyskanie prywatnej koncesji wykopaliskowej wydaje się zupełnie wyjątkowym osiągnięciem), "turystę-kolekcjonera". Przygotowywał się do swojej wyprawy niesłychanie solidnie, posiłkując uważną lekturą dostępnych wówczas dzieł egiptologicznych, studiując także Gramatykę egipską Champolliona, by na miejscu - w Egipcie - kilkakrotnie podejmować próby samodzielnego odczytywania inskrypcji hieroglificznych. Próby dokumentacji odkrywanych przez niego zabytków także nie odbiegają zazwyczaj od współczesnego Tyszkiewiczowi profesjonalnego poziomu. Żałować należy, iż nieznana pozostaje szczegółowa dokumentacja polowa; wyjaśnienie zagadki tego enigmatycznego dokumentu (zaginął?, uległ zniszczeniu?), pozwoliłoby zapisać ważną kartę dziejów polskiej egiptologii.
Nierównie szczęśliwsze losy spotkały kolekcję Księcia Czartoryskiego. Rys.5. Książę Władysław CzartoryskiWładysław Czartoryski, przywódca emigracyjnego ugrupowania "Hotel Lambert", po rozczarowaniach swą dzałalnością polityczną wycofał się w 1878 roku z życia publicznego, skupiając wysiłki na gromadzeniu dzieł sztuki dla własnej kolekcji. Przejęty również wychowaniem syna, Augusta (pierworodnego, więc głównego sukcesora tradycji rodu), zabiegał o jego kulturalną ogładę, miedzy innymi wysyłając w edukacyjną podróż do krajów śródziemnomorskich. Towarzyszący młodemu księciu Augustowi w podróży niejaki Kubowicz, otrzymał także od Władysława Czartoryskiego zadanie skoordynowania poszukiwań i zakupów starożytności egipskich. Doradcą stał się konsul austriacki w Kairze, Teodor Neumann (żonaty skądinąd z Polką, Anną Szawłowską), który z kolei polecił księciu agenta Makariosa Szenudę. Wywóz zabytków z Egiptu wymagał niejakich zabiegów dyplomatycznych, co jednak szeroko ustosunkowanemu w Europie księciu Władysławowi nie sprawiło, jak się wydaje, większych problemów. Pierwsze przesyłki z zabytkami nadeszły do Krakowa już z początkiem 1884 roku; jednakże Czartoryski zaniepokojony pewnymi aspektami działalności Szenudy zrezygnował z jego usług i uczynił swym agentem Stefana Marusieńskiego, Polaka, mieszkającego w Egipcie od 1880 roku. Marusieński nie był dobrym znawcą starożytności, co jednak przy znakomitej orientacji w miejscowych stosunkach i znajomości języka arabskiego wystarczyło, by zasilać krakowskie zbiory zabytkami niemałej wartości. Obeznany z realiami rabunkowych wykopalisk i pokątnym handlem dziełami sztuki, nie zaprzątał sobie zazwyczaj głowy legalnością proweniencji nabywanych obiektów; to zresztą, paradoksalnie, dawało większą gwarancję autentyczności, aniżeli zakupy w łańcuchu, nawet "koncesjonowanych" pośredników, nie wspominając o niejednokrotnie korzystniejszych cenach zakupu. Skądinąd ówczesna obfitość rynku antyków pozwalała nawet na zakupy według przysyłanego z Krakowa "zapotrzebowania" (które sporządzał ówczesny dyrektor Muzeum, Bentkowski) na określone typy staroegipskich zabytków. Zakupione przedmioty wysyłano nilową barką do Kairu, na adres konsulatu austriackiego; konsul Neumann działający w porozumieniu z księciem ekspediował je z kolei do Aleksandrii, stamtąd przez Triest i Wiedeń przybywały do Krakowa; konstruowano w ten sposób kolekcję ilościowo niewielką jednak naprawdę pierwszorzędną.
Oprócz opisanych powyżej pokrótce dwu wielkich postaci kolekcjonerów którzy przyczynili się (bądź pragnęli przyczynić) do stworzenia podwalin pod polskie zbiory egiptologiczne, należy wspomnieć kilka innych jeszcze nazwisk, jak choćby Floriana Braunka (1797-1871), podróżnika i żołnierza, instruktora egipskiej armii Mehmeta Alego; w którego biografii odnajdujemy intrygującą informację o "ogromnych, zebranych w Egipcie zbiorach starożytności", utraconych podczas katastrofy okrętu na Morzu Czarnym (z tej kolekcji do naszych czasów zachował się tylko... jeden skarabeusz); zapomniany niemal pozostaje także Michał Wisłocki (1821-1886), który najprawdopodobniej utrzymywał kontakty ze znakomitym egiptologiem (jednym ze współtwórców tej dziedziny) Richardem Lepsiusem. Podczas swej podróży do Egiptu (1843-44) Wisłocki (według świadectwa jego przyjaciela i biografa L.Jenikego) miał nawet wspólnie z Lepsiusem prowadzić jakieś prace wykopaliskowe (!); informacja ta jest niepewna, jednakże faktem pozostaje zgromadzenie przez naszego podróżnika zbioru starożytności egipskich, z których kilka, o poważnej skądinąd wartości artystycznej i badawczej, przechowywanych jest w zbiorach krakowskiego Muzeum Czartoryskich i zbiorach UJ. Szczególnie w tej ostatniej kolekcji na wyróżnienie zasługują między innymi granitowy posążek z okresu XXVI dynastii (nr inw.10.562), czy stela Ipui i Amon-Nachta z "Miejsca Prawdy" - Deir el-Medina (nr inw.10.598). Szczątkowe informacje posiadamy także o kolekcjach egipskich związanych z Henrykiem Dembińskim (w "Zbiorach polskich" Edwarda Chwalewika odnajdujemy wiadomość o kolekcji egipskiej pozostającej w gestii rodziny Dembińskich), Ludwikiem Bystrzonowskim (podarował do kolekcji UJ sarkofag z mumią), braćmi Zdzisławem i Władysławem Zamoyskimi (podróż z lat 1846-47), Aleksandrem i Konstantym Branickimi (podróżowali do Egiptu w 1864-54), czy Łukaszem Dobrzańskim (być może prowadzącym także w Egipcie jakieś niewielkie prace wykopaliskowe ok. 1895). Świadomie pomijam w tym szkicu całą plejadę polskich podróżników do Egiptu, których spuścizna piśmiennicza, niejednokrotnie wielkiej literackiej wartości, nie ma jednak większego znaczenia dla rozwoju zainteresowań egiptologicznych w Polsce - w bardziej naukowym aspekcie tego problemu. Zresztą dla tej arcyciekawej i wcale licznej grupy postaci przeznaczyłem miejsce osobne.
Wyjątkowo trudno natomiast poddaje się analizie rozwój polskiej dziewiętnastowiecznej "egiptologii gabinetowej"; tym terminem określam zainteresowania naukowe starożytnym Egiptem ogniskujące się na badaniach historycznych, filologicznych czy artystycznych. Po pierwsze należy dobitnie zaznaczyć iż niestety nie możemy żadnego z naszych uczonych zeszłego stulecia nazwać profesjonalnym egiptologiem. Niemniej kilka osiągnięć we wczesnej fazie rozwoju badań nad starożytnym Egiptem - po części nieznanych europejskiej nauce, bądź niesłusznie bagatelizowanych, stanowić mogłoby oryginalny wkład w rozwój egiptologii. Na przykład hrabia Jan Potocki (1761-1815), wykształcony arystokrata z wielkimi ambicjami naukowymi, podróżnik i powieściopisarz, nierównie bardziej znany w świecie jako autor "Pamiętnika znalezionego w Saragossie", zapisać mógł istotną kartę w historii nauki o dawnym Egipcie, gdyby nie niezrozumiałe zapomnienie jego odkryć. Potocki wprawdzie w 1784 roku odwiedził Egipt, opisując podróż we francuskojęzycznym dziełku ujętym w formę listów: "Voyage en Turquie et en Egypte, fait l'annee 1784" (wyd.Warszawa 1788; rok później ukazało sie wyd.polskie "Podróż do Turek i Egiptu"), nie ma to jednak istotnego wpływu na tok naszych rozważań. Egiptu starożytnego (głównie Wielkiej Piramidy i sfinksa) dotyczy "list XVIII", podający zresztą wiele bałamutnych i bezkrytycznych danych oraz informację o wyryciu napisu na piramidzie. Intrygujące natomiast są późniejsze prace Potockiego skupiające się wokół próby ustalenia chronologii egipskiej (jako części ogromnego, polihistorycznego planu naukowego); wieloletnie studia źródeł starożytnych zaowocowały publikacją rozpraw "Dynasties de second livres de Manethon" (1803) oraz "Chronologie des deux premiers livres de Manetho", gdzie kwestionuje ówcześnie przyjmowane datowania, znacznie zbliżając się w obliczeniach do ustaleń nowoczesnej egiptologii (!) Próbował także podjąć bardziej syntetycznie temat historii Egiptu w pracy "Examen critique du fragment egyptien connu sous le nom d'Ancienne chronique" (1808), jednak obszerniejsze, zakrojone na wielką skalę ambicje badań historycznych spowodowały iż w końcu odsunął "egiptologię" na plan dalszy. Podobnie intrygujące - i podobnie zapomniane są wcześniejsze nawet nieco badania Marcina Poczobutt-Odlanickiego (1728-1810), profesora astronomii na Uniwersytecie Wileńskim, którego publikacje dotyczące datowania "Zodiaku z Dendery" - "Essais sur l'epoque de l'antiquite du zodiaque de Denderah (Tinthyris)" (1803; także wydanie po polsku, niemiecku i rosyjsku), oraz "Recherches sur l'antique du zodiaque de Denderah (Tinthyris)" (1805) z niezrozumiałych przyczyn niedoceniane (nieznane ?) pozostają dla egiptologów i historyków egiptologii.
Osobliwie takie badania, którym przypisać można walor oryginalności i pionierstwa, przypadają na najwcześniejsze lata minionego stulecia; pomimo incydentalnego ukazywania się publikacji dotyczących starożytnego Egiptu (na przykład wydawnictw encyklopedycznych), nie były one samodzielnymi osiągnięciami polskiej nauki. Truizmem byłoby przypominać, iż fundamentalne znaczenie miał tu brak niepodległego bytu państwowego i wiążącej się z tym bardzo ograniczonej - w najlepszym wypadku - autonomii uniwersytetów. Przedsięwzięcia "egiptologiczne" miały wymiar bądź "hobbystyczny" (kolekcjonerstwo), bądź popularyzatorski, jak na przykład odczyty Józefa Kościelskiego, podróżnika zafascynowanego dawnym Egiptem. Niezwykłą kartę w dziejach polskich zainteresowań egiptologicznych zapisał także Polak pozostający w rosyjskiej służbie dyplomatyczno-urzędniczej, Stanisław Szczęsny Kossakowski (1795-1872); przyjaciel J.F.Champolliona. Ich zażyłość była, wydaje się, dość głęboka; Champollion uczynił Kossakowskiego "adresatem" listu stanowiącego polemikę w kwestii pewnych aspektów odczytywania hieroglifów: "Ecritures egyptiennes. Lettres a M.Z***" (1825). Przypomnijmy, że już swoją pionierską publikację z 1822 roku ubrał w formę "listu". Egiptologiczne zainteresowania Kossakowskiego były amatorskie, niemniej, wydaje się, niepowierzchowne; jego rękopiśmienny elaborat "Compte rendu sur le systeme hieroglyphique de Mr. Champollion..." dowodzi przynajmniej dogłębnej orientacji w rozwoju tendencji badawczych. Niezwykły natomiast wydaje sie fakt przywołania elementów nie tylko nieopublikowanych przez Champolliona, lecz nawet wogóle nieobecnych w jego późniejszych pracach; nie wydaje się jednak prawdopodobnym dojście przez Kossakowskiego do samodzielnych odkryć na polu odczytywania hieroglifów - dowodzić może natomiast, iż Champollion dzielił się z nim na bieżąco swoimi odkryciami i hipotezami, a nawet, być może, udostępniał swoje "gorące" notatki. Niektóre prace, nawet nieoryginalne, miały jednak znaczenie dla szerszego zaszczepiania zainteresowań tą starożytną kulturą; "Egipt-dzieje" (1842) Władysława Wężyka pozostają wszakże w cieniu "Egiptu-obrazów" tego samego autora; wyłącznie białym krukiem bibliofilskim jest podejmująca podobny temat książka innego podróżnika - Ignacego Żagiella ("Historya Egiptu", 1879-80). Warte wspomnienia wydają się: opracowanie Juliana Adolfa Święcickiego "Literatura Babilońsko-Assyryjska i Egipska" (w ramach wielotomowej "Historyi literatury powszechnej") czy wcześniejsza praca Juliana Ochorowicza "Wiedza tajemna w Egipcie", którego wykłady i odczyty były istotną inspiracją dla Bolesława Prusa, piszącego arcypowieść "Faraon".

Proste nadawanie okrągłym, stuletnim datom waloru cezur zazwyczaj mija się z celem i narzuca niezwykle sztuczne podziały. Można starać się dobierać istotne w śledzeniu historycznych wątków wydarzenia najbliższe takim właśnie "okrągłym" liczbom; dlatego kończąc część poprzednią podkreśliłem datę śmierci Józefa Sułkowskiego - 1798. Teraz także wypada zatrzymać się tuż przed progiem nowego stulecia. 9 czerwca 1897 roku Piotr Bieńkowski, wówczas młody docent, powołany został na specjalnie dla niego utworzoną katedrę archeologii klasycznej w Uniwersytecie Jagiellońskim. Od października rozpoczął działalność jako kierownik zakładu naukowego. W pierwszej na ziemiach polskich takiej katedrze - nazwanej później archeologią śródziemnomorską - wykształcił uczniów, którzy w przyszłości objęli samodzielne stanowiska w innych ośrodkach naukowych, oraz kontynuowali jego dzieło w Krakowie (por.:Archeologia Śródziemnomorska w Uniwersytecie Jagiellońskim 1897-1997, Kraków 1998.)

czytaj dalej... | wróć do poprzedniej... | Portal serwisu
Szukaj więcej informacji w dziale: Noty biograficzne | Podróżnicy polscy...

Góra strony

Autor © Leszek Zinkow